5 Obserwatorzy
34 Obserwuję
WG

WG

Ryszarda Grzywacza debiutancka „Noc”

Noc - Ryszard Grzywacz

 

            Dokąd można dojechać taksówką, której kierowca wyskakuje w biegu? Kto prowadzi unoszący się w przestworzach przedwojenny tramwaj? Kim jest tajemnicza cyklistka ze zranioną stopą i dlaczego Duch Gór postanowił opuścić Karkonosze, w których cieniu śpi Jelenia Góra? „Noc” to czternaście literackich miniatur, będących zapisem jednej nieprzespanej nocy.

            Tak na okładce do lektury debiutanckiej powieści Ryszarda Grzywacza zachęca wydawca. Przytoczyłem ten opis (nie tylko) z lenistwa – o tym właśnie pozornie napisał Grzywacz, i z tym właśnie opisem spróbuję troszkę się pospierać. Nie zamierzam również opowiadać fabuły, ponieważ dawno już ukończyłem gimnazjum i nie prowadzę bloga z tzw. recenzjami.

            Ale od początku: nie będę ukrywał, że jako jeleniogórzanin z ekscytacją wziąłem do ręki książkę, która dzieje się w moim świecie. A priori czułem wyższość wobec tych, którzy mojego miasta nie znają, którzy nie będą widzieć w wyobraźni miejsc, o których pisze autor. To tak gwoli uczciwości.

            Wchodzę powoli w świat, nakreślony przez pisarza, błądzę wraz z nim po znajomych ulicach, placach, odwiedzam doskonale znane miejsca i już, już prawie wydaje mi się, że jestem u siebie. Jednak z każdym kolejnym akapitem, z każdym kolejnym zdaniem czuję, że nie, to nie moje miasto, to nie mój świat. To świat głównego bohatera, jego i nikogo innego. Miasto, a dokładniej mówiąc Jelenia Góra wraz z otaczającymi ją górami, staje się pełną symboli warstwą, na którą tenże nieznany nawet z imienia bohater nakłada niejako samego siebie. Nakłada swoją przeszłość i teraźniejszość. Nakłada swoje nadzieje i rozczarowania, uczucia, wspomnienia, obsesje, pasje, zadaje temu miastu pytania i nie zawsze próbuje na nie odpowiedzieć. Niczym wnikliwy psychoterapeuta przenika badany przez siebie świat na wskroś, widzi więcej, niż inni. Czuje więcej, niż inni. Co wynika z takiego przenikania się ludzkiego ego, a może bardziej podświadomego id, z obiektywnie istniejącą przestrzenią?

            Wynika piękny, baśniowy, poetycki nie tyle portret, ile palimpsest, który pod wierzchnią warstwą obrazu miasta skrywa obraz człowieka. Ta dychotomia jest odczuwalna niemal na każdej stronie powieści, jednak, może nawet przypadkiem i nieświadomie, osiąga Grzywacz rzadko spotykany efekt – jest tak bardzo subiektywny, że aż obiektywny. I to może być kluczem do zrozumienia powieści – tak naprawdę nie ma nic poza mną, świat, którego nie doświadczam, nie istnieje. A to, czego doświadczam, jest nieprawdopodobnie prawdziwe. Takim jest właśnie ów tramwaj (wcale nie przedwojenny, tylko z lat 60.), którym bohater podróżuje po okolicy, taka jest wielka żaba z jagodzin (założę się, że Grzywacz naprawdę kiedyś coś takiego zobaczył), którą bohater spotyka gdzieś wysoko w górach. Magia i baśniowy realizm determinują również, według mnie, kluczowe dla tej powieści kategorie – miejsce (bo Jelenia Góra) i czas (bo „Noc”). W pewnym sensie, bo oczywiście nie dosłownie, powieść Grzywacza nie dzieje się w Jeleniej Górze, tylko dzieje się wszędzie. I nie dzieje się w ciągu jednej nocy, tylko dzieje się zawsze. Nie zaczyna się i nie kończy, tak jak nieuchwytne jest doświadczanie świata przez człowieka.

            To, co bohater w trakcie tej magicznej nocy widzi wokół siebie, przepuszcza przez własną świadomość i doskonale operując językiem wyrzuca z siebie w postaci dynamicznej, dobrze skonstruowanej opowieści. To właśnie język jest jedną z najmocniejszych stron książki – jest nieprzewidywalny, system skojarzeń i językowych kontaminacji – błyskotliwy, a biorąc pod uwagę całość opowieści – po prostu elegancki. Tak to wygląda w narracji ciągłej, nieco gorzej jest z dialogami, momentami widać trochę brak pomysłu na nadanie im odpowiedniej formy. Ale dialogów w powieści jest niewiele, więc nie zaburza to całego jej obrazu. Tak, jak nie zaburzają go pojawiające się od czasu do czasu nieco banalne wstawki, mające powiedzieć explicite to, co już wcześniej między wierszami się powiedziało. Ale to nie może być poważny zarzut, bo proces twórczy to jakby rozmowa z samym sobą.

            Krótko mówiąc – bardzo udany debiut, noszący wyraźne znamiona prawdziwej literatury. Trochę ciśnienie momentami podnoszą drobne zaniedbania wydawcy. Podejrzewam, że podział na tych „czternaście miniatur” i opatrzenie ich tytułami nie jest pomysłem autora – świat Grzywacza imploduje, jest dynamiczny, jakby nie chciał zmieścić się na 86 stronach, a taki zabieg jeszcze potęguje wrażenie „przeładowania”. Ale na to można spokojnie przymknąć oko.

            Choć pozornie Grzywacz podzielił ludzkość na jeleniogórzan i resztę świata, książka dla tej reszty nie powinna stracić nic ze swej wartości. Mamy alternatywę dla rozgrywających się przed wojną kryminałów, mamy piękny, literacki obraz miasta niebędącego Wrocławiem. Mamy dojrzałą opowieść o człowieku.

Warto sięgnąć po książkę Grzywacza, bo, po skończonej lekturze, można śmiało zacytować urywek ze strony 27.: Kątem oka zdążyłem tylko, siadając na łóżku, zauważyć, że ona wciąż trwa – ta noc.

 

Ryszard Grzywacz, Noc, wyd. Novae Res, Gdynia 2015.